© 2017 by Katarzyna Mortoń

 

Le

Let's Stay in Touch!

Find Me on Social Media 

Znieczulica PiS: prawa kobiet

October 14, 2016

Gdy rządzi nami cyrk


Jarosław Kaczyński twierdzi, że PiS z projektem Ordo Iuris nie miał nic wspólnego. Mimo to jeszcze przed protestami kobiet, posłowie (między innymi) partii rządzącej skierowali ''Stop Aborcji'' do prac w komisji. Dlaczego? Środowiska te łączy oczywiste — dogmatyczna mentalność i brak wrażliwości na drugiego człowieka. Posłowie naturalnie utożsamili się z projektem. Jakkolwiek wyjaśni to prezes — nie ma to żadnego znaczenia, czy go sami napisali. W ich głowach rozwiązania tam prezentowane były akceptowalne, tak myślą, w to wierzą, do tego będą dążyć.

Projekt ostatecznie trafił do kosza. Trudno orzec, w jakim stopniu był to wpływ #czarnegoponiedziałku, a w jakim upomnienie polskiego kościoła, który (o dziwo) okazał mniej fundamentalizmu niż ''świecki'' rząd. Dziś jednak wiemy już, że sumienie Kaczyńskiego wyraża się w następującym stwierdzeniu: poród powinien się odbyć w przypadku dziecka skazanego na śmierć, czy też zdeformowanego. Powinien nastąpić chrzest. To tylko milimetr w lewo od Ordo Iuris i jeden ruch szachowego konika od srogo grożącego palca Episkopatu. Wciąż jest to dystans mil od tak wielu polskich i europejskich kobiet.

Kaczyński i PiS nie tylko nie zrozumieli protestu ubranych na czarno kobiet. Oni nie mają narzędzi percepcyjnych, aby ten dramat kobiet zrozumieć. To się nie stanie nigdy, również dlatego, że prawda o sile wyboru nie służy interesom środowisk, które swoją pozycję budują na dogmatach. Krytyczne myślenie, a więc analiza i wybór stoją z dogmatem w logicznej sprzeczności.
 

Tak. Jesteśmy w najgorszej z możliwych sytuacji: rządzi nami cyrk. Cyrk, który zabawia publiczność, przyzwyczajając społeczeństwo do nowych niższych standardów: politycznych czy etycznych. Stan rzeczy jest nam znany.

Pytanie jest tylko jedno: Co Wy na to wyborcy PiS-u? Czy pretensje (wiele z nich słusznych) do poprzedniej władzy wciąż wywołują emocje, które tak zgrabnie usprawiedliwiają poczynania tych, których wybraliście?


Czy Wy i my możemy, chociaż zgodzić się na wspólną, ogólną beznadzieję? Butność, pratronizującą postawę poprzednich elit politycznych (tak!), pajacowatość i autorytarne zapędy obecnych (tak!) oraz brak realnej alternatywy, która nie kojarzyłaby się ani z jednym, ani z drugim (też!)? Czy stać nas już na podanie sobie ręki, chociaż w tej jednej ''beznadziejnej'' kwestii? Ośmiorniczki obnażały dysproporcje standardów egzystencji, rodzenie martwych dzieci je niszczy.

 

 

NIezrozumienie, czyli znieczulica na śmierć.

 

Pomówmy o aborcji i ''obrońcach życia.''Często odwołują się oni do śmierci ciała. Wobec emocjonalnej znieczulicy, która ich cechuje jedyny ''koniec'' jaki rozumieją jest zgon fizyczny. Dlatego śmierć płodu jest w centrum ich uwagi. Cierpienie umysłu, tudzież duszy, są to pojęcia im obce. Według ich poczucia człowiek może tylko umrzeć, jak przestanie oddychać. Zabić nie może go upokorzenie, ograniczenie, trauma, godność, strata, brak mentalnego powietrza dla myśli, brak sposobności wyrazu siebie, swojej tożsamości.


Zabić nie może człowieka (taty i mamy — jednakowo) rozpłynięty mózg nienarodzonego dziecka, które wylewa się z Twojego własnego brzucha. Według ultrakonserwatystów nie może zabić emocji człowieczych noszenie w sobie życia, którego przeznaczeniem nie było żyć. Tylko po to, aby ktoś inny poczuł się ze sobą dobrze. Bo w kulturze, jaką propaguje ten rząd, życie jest lepsze, jeśli jest w służbie cierpieniu — bo jaki Bóg chciałby, aby istota ludzka oddychała pełnią życia i ulepszała świat z wdzięczności za nie?
 

Hedonistyczny Bóg może, bo nie ten nasz. Ten nasz, życzy nam, abyśmy się w kółko podnosili z kolan, dzielnie wymiotowali kolejną klęską historyczną, pasywną agresją wobec lepszych karmili swoje zakompleksione ego - to wszystko w kolorach biało-czerwonych.


W tej martyrologii z rodu ''Allah Akbar'' w wersji Daesh — śmierć jest tylko fizyczna, a życie lepsze gwarantuje Raj. Nie będziemy więc edukować dzieci i młodzieży jak myśleć krytycznie, jak budować, kochać (mimo że ułomne) życie, jak dbać o higienę swoich emocji, rozwijać się wszechstronnie — aby przysłużyć się społeczeństwu, światu w lepszym wymiarze. Nie. Będziemy ich uczyć, że jak nie przecierpisz swojego, nie doznasz uczucia zawiści i uczucia zagrożenia — to znaczy, że jesteś egoistyczną istotą — którą Bóg odrzuci. Co za tym idzie, cokolwiek czujesz, dzieje się w Twojej głowie czy sercu nie definiuje Twojej żywotności, bo najważniejsze jest — że mrugasz powieką i że jesteś ochrzczony, że jesteś Polakiem/ Polką.

 

Co my na to? Jak jednoczyć państwo plemienne?

 

Część z nas nie zgadza się na powyższe. Chce tę narrację oraz jej konsekwencje zwalczać. Jednak co do celów i metod procesu przeciwdziałania i odbudowy jest nam się trudno pogodzić. Nie zawsze ufamy też potencjalnym sprzymierzeńcom. Niestety, często mamy rację, nie robiąc tego. Innym razem to ważność, rozpoznawalność i poczucie kontroli kieruje nami. Na szali — moment historyczny. Dzieje się to nie zawsze i nie wszędzie. Wciąż jednak za często. Drugi KOR, trzeci KOD, piąty Wałęsa.

Mnożymy byty, ruchy, inicjatywy, fan page przy dobrych wiatrach w obawie, że te wcześniejsze nie doprowadzą nas skutecznie do celu. Przy złych - poprzez zwyczajną chęć bycia osobno, po swojemu. Czy to źle? Z jednej strony nie — pięknem jest nam społeczna różnorodność! Z drugiej jednak strony skonsolidowane szeregi przeciwnika walą w to rozproszenie. Plemiona demokratów, liberałów i obrońców praw wychodzą na ulicę razem, funkcjonalne struktury — czyli to, co zadecyduje, czy wyartykułowane postulaty przetrwają — budują oddzielnie.

Drogie środowiska, jaki mamy skuteczny, długofalowy plan strategiczny, który uchroni nas przed powrotem średniowiecza? Epoki, którą wkrótce utrwali nie tylko narracja, ale i prawo? Jak zapewnimy, że po PiS nie powrócimy do Statusu Qvo w nowym opakowaniu? Nie staniemy się jego zagorzałą odwrotnością, nie stłamsimy i wyśmiejemy wszystkich o innych przekonaniach?

Drogi katoliku, czy jesteś w stanie dać mi możliwość niepraktykowania religii, która uważam, wymaga reformy, w zamian za co — ja Ci dam możliwość jej praktykowania? Czy umiemy zawrzeć ze sobą porozumienie o nieagresji, wymienić się tą wolnością? Czy możemy założyć, że jeśli Bóg istnieje to on mnie rozliczy z tego, co czynię? Tak jak i Ciebie? Potrzebujemy się nawzajem.
 

Czy możemy wszyscy razem (dowolna liczba środowisk, kółek i grup) wyjść na ulicę, zaprotestować przeciw tej beznadziejności, nawet tym naszym polskim niesnaskom? Znowu i znowu — ile trzeba? Co najważniejsze, czy możemy postarać się obmyślać jak wybudować wspólnie lepsze? Może już niekoniecznie nowy KOR, czy kolejną Solidarność, nie obalać muru berlińskiego, nie zmartwychwstawać Chrystusa (chociaż wszystko to ogromnie ważne!). Może czas pomyśleć o czymś, czego jeszcze nie było?

 

Katarzyna Mortoń

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

September 12, 2017

July 3, 2017

Please reload

Recent post