© 2017 by Katarzyna Mortoń

 

Le

Let's Stay in Touch!

Find Me on Social Media 

Manifest Hołdysa: terapeutyczny ale nie bezbłędny

September 10, 2016

Zbigniew Hołdys pisze dobry, porywczy i bez wątpienia potrzebny tekst ''Mój Ruch Oporu''. Jego słowa stają się wentylem dla emocji wielu Polaków. Manifest jest masowo udostępniany w mediach społecznościowych, przedrukowują go opiniotwórcze portale medialne. Staje się hitem, bo pozwala dać upust bezsilności, dostarcza ukojenie zszarganym nerwom, gospodaruje złość w nowym stylu. Na chwilę, daje poczucie, że w żaglach jest znowu wiatr.

Tekst Hołdysa, oprócz tego, że ewidentnie spełnia swoją funkcję terapeutyczną, nie jest jednak bezbłędną oceną rzeczywistości — jak się o nim mówi. Przy wielu trafnych spostrzeżeniach, które prezentuje autor, groźnym w nim jest fakt, że odwraca uwagę od ognisk zapalnych, skierowując ją na symptomy.

Rozumiem, że terapie są potrzebne. Za taki też uważam, nietuzinkową i ''świeżą'' wypowiedź Hołdysa. Niemniej jednak bić się jest łatwiej niż budować. Szczególnie w obecnych warunkach geopolitycznych. Do bitwy motywuje się też szybciej niż do wieloletnich (a może nawet wielopokoleniowych) prac konstrukcyjnych. Niestety. Nie ma jednak takich działań doraźnych, które skutecznie odpowiedzą na wyzwania dzisiejszej Polski, a może i nawet świata. Czekają nas lata konstrukcji i rekonstrukcji. Głównie dlatego, że ciemność nie wzięła się z wczoraj.

Po pierwsze, Hołdys artykułuje dla nas i za nas frustrację na brak alternatywy. Wskazuje, że w opozycji, brakuje talentów i charyzmatycznych liderów, dobrych walących w sfałszowaną przez władzę rzeczywistość akcji. Ma rację. Doceniam to. Nie dostrzega on jednak faktu jeszcze ważniejszego. Dokładnie dlatego, że ''opozycja'' jest tak marna i słaba — jakby niezmotywowana, ''najedzona swoim stołkiem'', bez pomysłów, wigoru, idei — wybory wygrał PiS. To nie tylko skutek, ale i pierwotna przyczyna obecnego stanu rzeczy.

Pytaniem podstawowym jest, co się stało ze środowiskami liberalno-lewicowymi (światopoglądowo) w ogóle? Czego nie czują, nie widzą i nie rozumieją one już od dłuższego czasu? Co za tym idzie, ile z zarzutów, które stawiali im wyborcy Kukiza czy PiS były po prostu trafne?

Po drugie — kontekst. Populizm, nacjonalizm i autorytaryzm to nie tylko polska sprawa. To sprawa europejska i amerykańska. Reakcja zwrotna na otwarty, multilateralny, oparty na indywidualizmie świat jest problem naszej tak zwanej Zachodniej Cywilizacji. Wzrost tolerancji na nielogiczną argumentację i puste hasła w zamian za namiastkę poczucia wspólnoty i honoru obserwujemy w wielu ''demokratycznych'' społeczeństwach. Procesy globalizacyjne, zmiany w formie, jakości i szybkości komunikacji, rozwarstwienie społeczne, wątła już dziś niewidzialna ręka Adama Smitha, która reguluje rynek na niekorzyść biednych i wykluczonych — wszystko to sprawia, że zaczynamy żyć w dwóch równoległych światach. Są to procesy, w których ''walka'' między tymi światami nie zmieni nic oprócz utrwalenia tego stanu rzeczy. Nie jest też syndromem Polski. Mroźna zima nadchodzi dla całej Europy, my jesteśmy w jej nurcie, co komplikuje sprawę po stokroć.

 

 


Jasne. Zawsze warto poprzeć wezwanie do większej asertywności, proaktywności, o którą to w bardziej dosadnych słowach prosi Hołdys! Mimo to, nic to nie da, jeśli nie zrozumiemy, że dzisiejszy świat wymaga pracy nad mentalnością społeczną, dostosowania umiejętności i narzędzi poznawczych do zmian globalnych. Więcej rozwiązań w skali geopolityki od Rosji po Bliski Wschód. W rzeczywistości tak ''gęstej'', wydarzenia mające miejsce w innych częściach globu wpływają na nasze podwórko z jeszcze większą siłą. Praca w powyższych obszarach nie jest do udźwignięcia przez jedno państwo. Wszelki sukces, którego nie poprą zmiany na poziomie globalnym, systemowym — będą tylko tymczasowe i iluzoryczne. Rzeczywistość nie jest jednak taka sama jak była za czasów KOR-u, mam wrażenie, kiedy to dążyliśmy do ''lepszej'' wersji świata, którą mieliśmy przed oczyma. Upragniona ''demokracja'' i ''wolność'' w stylu Zachodnim. Dziś te dobra zostały już zdobyte. Zawiodły. Brakuje alternatywy, pomysłu na ich usprawnienie czy zmianę. Również w skali światowej.

Po trzecie, KOD. Tu Pan Hołdys myli się chyba najbardziej. Podczas gdy na demonstracje przychodzi może i mniej ludzi (czego nie wiem, ale skoro nie wiem, przychylam się do tego wrażenia) to dzieje się tak również dlatego, że bardzo wielu z nich pracuje nad solidnymi, niezniszczalnymi strukturami wewnątrz organizacji oraz wielością mniejszych aktywności lokalnych. 

Praca u podstaw w masowym, spontanicznym ruchu społecznym wre. Nie jest idealna, bo jest ciągłym szukaniem właściwej diagnozy kompleksowej rzeczywistości dzisiejszych czasów. Ktoś powie — to za mało, to nie w KOD ta praca powinna mieć miejsce. Chwileczkę jednak. Cudów nie ma.

Najpierw ułożymy i wzmocnimy się od wewnątrz: w umiejętności, w narzędzia, w wiedzę, w świadomość, w struktury, w solidne cele zorientowane na trafnie przeanalizowaną rzeczywistość, dopiero potem możemy ruszyć z ofertą dla innych.

W KOD odbywa się codzienna, mordercza, lokalna i regionalna praca, w której uczestniczą setki ludzi: projekty intelektualne (debaty, warsztaty), pomocowe (punkty krwiodawstwa), edukacyjne (na przykład: Przestrzeń Wolności — parasol dla wielu zróżnicowanych działań, który jest w trakcie konsolidacji) oraz wiele innych. Oferta działań ma być i jest kierowana do starszych i tych najmłodszych. KOD był z inicjatywą ustawodawczą w sejmie polskim, dostarcza rekomendacji, opinii i analiz prawnych do międzynarodowych organizacji czy instytucji Unijnych stojących na straży praworządności, czy też praw człowieka. Prowadzi regionalne i krajowe portale internetowe, zgromadzone w regionalnej koalicji, na której codziennie pojawiają się nowe teksty, odbywają debaty i dyskusje. Myśli wymienia się wirtualnie i na żywo w ilości ogromnej. Ponadto ustala się zasady, procedury, komunikację wewnątrz organizacji. Zespoły regionalne czy też zadaniowe docierają się, myśli szlifują się też.

W końcu — jednak — po czwarte, Pan Hołdys ma rację, obawiając się słusznie, że się do tej nowej rzeczywistości przyzwyczaimy. Jak to powiedziała mi, dziś jedna z koleżanek z KOD ''Zaczniemy się w tej dupie urządzać''. Dobrze, że przypomina nam, abyśmy byli czujni wobec swoich własnych zmysłów. Poniekąd boi się, że energia sprzeciwu upadnie. 

Niemniej jednak ja apeluje, trzymajmy również kontekst. Istnieje konieczność działań doraźnych (zgoda!), ale przede wszystkim tych dobrze przemyślanych, długofalowych, które nie mogą być pochopne i które sprostają wyzwaniom kontekstu makro.

Działajmy w spokoju i trzeźwo, strategicznie i mądrze, ale asertywnie i silnie, na wielu polach jednocześnie. Pamiętając ku przestrodze, że restrykcja i ograniczenie jest jak wolność, jest ideą, która rozrasta się powoli, ukradkiem przyjmując formę mentalności.

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

September 12, 2017

July 3, 2017

Please reload

Recent post