Jeśli kobieta mówi ''nie'' to znaczy, że mówi ''nie''. #społeczeństwo

November 3, 2015

Refleksja skierowana do wszystkich kobiet i nie tylko,

 

Właściwie tytuł powinien brzmieć: Jeśli osoba mówi ''nie'' to znaczy, że mówi ''nie'', bo tak naprawdę sprawa dotyczy obu płci. Statystyki dowodzą jednak, że kobiety są grupą, która częściej doświadcza molestowania seksualnego, a oprawcą są w większym procencie mężczyźni. Jak czytamy w raporcie przygotowanym przez HollaBack Polska: ''85% kobiet i 44% mężczyzn w Polsce doświadczyło molestowania w przestrzeni publicznej; 12 lat to średnia wieku pierwszego doświadczenia molestowania; 78% molestujących w przestrzeni publicznej to mężczyźni. [...] Sprawcami molestowania w przypadku kobiet są wyłącznie bądź głównie mężczyźni (98%). W przypadku mężczyzn sprawcami molestowania są zarówno mężczyźni (44%), jak i kobiety (41%). Do molestowania najczęściej dochodzi w otwartej przestrzeni publicznej (np. na ulicy), w środkach transportu publicznego i na imprezach masowych (koncert, bar). Dotyczy to 60% wszystkich przypadków molestowania.''[1] Większość kobiet badanych przez Gretę Gober i Joannę Roszak uznało za molestowanie: gwizdanie, trąbienie, natrętne zagadywanie, publiczna masturbacja, obmacywanie, chrząkanie, odgłosy chrząkania, ''obcinanie'', seksistowskie uwagi, zachodzenie drogi, seksualne komentarze, wulgarne gesty, napaść. Do całości dochodzi akt gwałtu, czyli zmuszenie drugiej osoby do praktyk seksualnych wbrew jej woli.


Temat patriarchalnej struktury społecznej, która w Polsce i na świecie wciąż jest jedną z przyczyn przyzwalających na molestowanie seksualne w przestrzeni publicznej, ale także niepublicznej, chciałam poruszyć już od dawana. Jako kobieta, młoda kobieta, dziewczyna — doświadczyłam w swoim życiu wielu nieprzyjemnych sytuacji. Sytuacji tych ani nie prowokowałam, ani sobie nie życzyłam. Do zabrania się w końcu za ten tekst akurat dziś, skłoniły mnie dwie sprawy a) sytuacja, która wydarzyła się tydzień temu w moim życiu prywatnym i b) artykuł zamieszczony przez Gazetę Wyborczą ''Gwałty na dzieciach. Kto chroni łowcę z Sopotu?''. Bożeny Aksamit i Piotra Głuchowskiego.[2] Hm...właściwie to nie sam artykuł mnie do tego zainspirował, ale komentarze, które pod nim przeczytałam. Zacznę punktu a), czyli od komentarzy i tekstu. Pod linkiem zamieszczonym na Face Booku Gazety Wyborczej roi się od narracji typu ''same były sobie winne'', ''prosiły się'', ''wiedziały co robią'', ''gdzie byli rodzice?'', ''dlaczego nastolatki chodzą do klubów?''. O dziwo wiele z tych komentarzy piszą kobiety. Również w przytoczonym powyżej raporcie możemy przeczytać co następuje: ''Spośród sposobów „zapobiegawczych” wskazanych w naszym badaniu przez osoby, które uważają, że molestowanie można kontrolować 52% odpowiedzi kobiet i 49% odpowiedzi mężczyzn odnosiło się bezpośrednio do ubioru, zachowania i sposobu poruszania się ofiary (wykres 8). Wynik ten jest przygnębiający, ale jednocześnie mało zaskakujący, gdyż wiele badaczek i badaczy przemocy wobec kobiet odnajduje dowody na racjonalizowanie i usprawiedliwianie zachowań sprawcy i wtórną wiktymizację ofiary.''[3] Sednem do całej sprawy jest utrwalona patriarchalna struktura społeczna, w której za normalne uważa się, że kobieta to obiekt seksualny oraz że mężczyzna ma pozycję dominującą wobec tego obiektu. - Moja przyjaciółka ma taki problem, że jej mąż jest bardzo zaborczy oraz o ma większe potrzeby seksualne niż ona sama — mówi mi jakiś czas temu 45 letnia znajoma. - Rozumiem, że czasem należy mężczyźnie pozwolić, ale... - kontynuuje swoją wypowiedź kobieta. Zatrzymajmy się tutaj na chwilę, gdyż dalsza część tej wypowiedzi nie ma większego znaczenia dla logiki, którą staram się tu zdemaskować. ROZUMIEM, ŻE CZASEM NALEŻY MĘŻCZYŹNIE POZWOLIĆ? No właśnie, według patriarchalnej mitologii mężczyźnie się ''należy''. Mimo że powyższa sytuacja dotyczy zacisza domowego i nie jako wiąże się z ''przyzwoleniem'' dotyka tego samego sedna sprawy co molestowanie seksualne czy w ekstremalnych przypadkach gwałt (rozumiem oczywiście różnice między wszystkimi przypadkami, moją intencją jest jednak wskazanie wspólnego mianownika). Według patriarchalnej mentalności, w powyższym kontekście, kobieta coś musi, a mężczyzna coś może.

 

 

Sytuacje z mojego życia


Pamiętam jak kilka lat temu siedziałam z przyjaciółką w warszawskiej kawiarni, kiedy wszedł do niej Kamil Durczok. Tak, TEN Kamil Durczok. Był z kolegą, najpierw zmierzył nas wzrokiem, a potem na głos skomentował nasz wygląd (w stylu oczywiście wiadomo jakim). Pamiętam do dziś jak mnie to wówczas poirytowało. Nic nie odpowiedziałam, bo jakoś sobie wtedy pomyślałam, że znanemu dziennikarzowi nie wypada zwracać uwagi, wydało mi się to też dziwne, że osoba tego pokroju pozwala sobie na tego typu odzywki. Kiedy już po latach w mediach ukazały się artykuły dotyczące jego stosunku do kobiet powiedziałam sama do siebie ''a nie mówiłam?!''. Zauważyłam, że część mężczyzn komplementujących moją seksualność w narzucający się sposób i nieadekwatny do stopnia zażyłości naszej relacji jest nieświadoma tego, że przekroczona zostaje granica mojego komfortu. Przypuszczam, że nie każdy taki ''komplement'' wiąże się ze złymi intencjami, niektóre są też kwestią smaku, albo wyczucia, a może też i doświadczenia (nie wiem, może są rzeczywiście kobiety, którym to schlebia). Podam znowu przykład. Kiedyś jestem na imprezie urodzinowej mojej przyjaciółki i podchodzi do mnie mężczyzna i mówi: - Uważam, że jesteś bardzo atrakcyjna. Odpowiadam mu: - dziękuję. Mężczyzna gapi się na mnie i powtarza to samo jeszcze trzy razy. Odpowiadam mu, trochę tak na sucho: - tak, słyszałam już i też powiedziałam DZIĘKUJĘ. Wówczas słyszę: powinnaś chyba czuć się doceniona, że ktoś Cię tak komplementuje, a nie zachowywać się tak arogancko. No właśnie znowu ''powinność''. Zachodzi tutaj taka zależność, że to ja jestem postrzegana jako osoba arogancka, bo nie odpowiadam według założonego szablonu na poświęconą mi wspaniałomyślnie uwagę. O patriarchalności systemu myślenia świadczy fakt, że osobie, która ze mną rozmawia szczerze nie przyszło do głowy, że nie będę wdzięczna za natrętne komentowanie mojego wyglądu (chciałam zauważyć, że za pierwszym razem naprawdę miło odpowiedziałam dziękuję).

 

Według mojej subiektywnej oceny, za granice przekroczone w alarmujący sposób uważam sytucje, w której fakt, że jestem kobietą jest wykorzystany do tego, aby mnie onieśmielić, zawstydzić czy podporządkować. Kolejna sytuacja sprzed kilku dni. Jestem w kawiarni i pracuję na laptopie. Mężczyzna siedzi obok mnie i zagaduje co robię, wdaję się w tudzież ciekawą dyskusję o kapitalizmie (bo akurat o tym pisze, a facet okazuje się siedzieć w finansach). Rozmawiamy dość długo, mężczyzna prosi o mój FB i może jeszcze jedną kawę w przyszłym tygodniu. OK, mój błąd, bo się zgadzam w sumie dlatego, że nie chcę go urazić i też dlatego, że mam ''networking'' we krwi. Jak jestem już w domu wysyłam mu jednak wiadomość (najuprzejmiej jak tylko potrafię), aby się ze spotkania wycofać, bo czuję, że on chyba jednak ma coś innego na myśli. Tłumaczę się nawałem pracy, bardzo przepraszam za nieporozumienie. W odpowiedzi dostaję taką o to wiadomość: ''Nie ma sprawy. I tak zaprosiłem Cię na kawę tylko dlatego, że podobało mi się jak Twój biust wyglądał w Twojej koszulce''. Właśnie w tym przypadku, osoba stara się mnie uprzedmiotowić, niejako ukarać za to, że się ''nie podporządkowałam'' i sprowadzić tylko do obiektu seksualnego. Moja reakcja: odpisuję człowiekowi, że uważam ten język za nadużycie zakrawające na molestowanie i proszę o zaprzestanie komunikacji, robię ''print-screena'' konwersacji i wysyłam do dwojga znajomych z mojego miasta, aby poinformować ich o wydarzeniu. Mężczyzna odpisuje, że to miał być komplement... Nic już nie odpisuję. Usuwam go z FB.


Dla równowagi chciałam dodać, że świat jest pełen również świetnych mężczyzn, którzy umieją ''flirtować'' z kobietami w ramach wzajemnego szacunku i reagują bardzo szybko na dyskomfort drugiej strony (jeśli taki flirt jednak nie jest dobrze przyjęty). Mimo wszystko sytuacje, w których kobieta zostaje uprzedmiotowiona zdarzają się wciąż zbyt często i wciąż spotykają się z przyzwoleniem społecznym.

Globalna perspektywa


Beatrix Campbell w swoim tekście ''Why doesn't patriarchy die?'' ukazuje sprawę molestowania w szerszym kontekście seksizmu. ''In the 21st century the prevailing common sense that things can only get better, that men and women are equal – virtually – is confronted by the vigour of patriarchal divisions of labour and sexism in popular culture.''[4] W kolejnym artykule ''In our global economy, patriarchy has been reborn in new ways'' pisze '' End of Equality argues that there is a new global settlement: neoliberal neopatriarchy. This is an ugly term for an ugly relationship. Neoliberalisation is the subordination of the social state to the market, and neopatriarchy tolerates girls being astronauts or bankers,   but resists genuine reform of the sexual division of labour.'' [5]

 

Tylko na kontynencie europejskim, roczna różnica w zarobkach między kobietą a mężczyzną w pracy na pełen etat wynosi 26%. Różnica w wysokości pensji wynosi 50%.


''The new world order is neither neutral nor innocent about sexism: it modernises it''

Apel


Na koniec chciałabym zaapelować do kobiet, które doświadczają tego typu sytuacji, ale również do całego społeczeństwa:

 

Zgoda na sex: Jeśli człowiek mówi ''nie'' to znaczy, że mówi ''nie''. Nie ma to znaczenia, czy jest to na ulicy, czy jest to w klubie, na plaży, czy w domu. Nie ma znaczenia czy dzień jest słoneczny, czy deszczowy. Nie jest to istotne, czy ''nie'' mówi kobieta, mężczyzna, czy jest to osoba starsza, młodsza, czy bardzo młoda - ''nie'' wciąż znaczy ''nie''. Dalej, nawet jak chodzę po ulicy pół naga i z dużym dekoltem, kręcę tyłkiem na prawo i lewo — wciąż to nie oznacza ''tak''. Nawet jeśli jestem czyjąś żoną i nie mam ochoty na sex — to znaczy wciąż ''nie''. Nie ma żadnych innych okoliczności na usprawiedliwienie stosunku seksualnego aniżeli obie osoby mówią tak (oczywiście w przypadku dzieci reguła ta się nie liczy). Nie ma takiej interpretacji słowa ''nie'', żeby oznaczało ono ''tak''.


Molestowanie seksualne. Moje ciało należy tylko do mnie. Nie jest publiczną własnością ani obiektem, który ma służyć uciesze wszystkich mężczyzn, którzy na nie patrzą. Kobieta nie jest podporządkowana mężczyźnie i nic mu nie musi udowadniać, nie musi nic zaspokajać tylko dlatego, że jest kobietą — chyba że tego chce. Oczekuję od mężczyzn, że jako istoty ludzkie (czyli nie małpy, które działają tylko pod wpływem zwierzęcego instynktu) użyją swojego intelektu, aby swoje seksualne fantazje zatrzymali w swoich głowach, jeśli takowe mają.

 

Do kobiet, które nie czują się komfortowo z nadmierną i niechcianą uwagą ze strony płci męskiej, dotyczącej ich seksualności: Nie bójcie się zwrócić osobie, z której strony tego doświadczacie uwagę, nie ignorujcie takich sytuacji. Jeśli nie zaczniecie działać to nasze społeczeństwo nigdy się nie zmieni. W wielu przypadkach druga osoba może nie zdawać sobie sprawy jak się czujecie i wasza reakcja wystarczy. Jeśli tak się nie stanie i wasze prośby są ignorowane, jeżeli tylko jest to możliwe zabezpieczcie wszystkie dowody (łącznie z tym, w którym wyraźnie mówicie, że nie chcecie uczestniczyć w zainicjowanej ''grze godowej''). Poinformujcie o zaistniałej sytuacji swoich najbliższych oraz zgłoście się na policję albo do zajmujących się tym tematem orgazanizacji i fundacji. Co najwązniejsze, nie musicie się tego wstydzić, to osoba, która stawia Was w takiej sytuacji musi.

 

[1] http://polska.ihollaback.org/files/2012/09/Molestowanie-w-przestrzeni-publicznej-w-Polsce.-Komunikat-z-bada%C5%84-Hollaback-Polska.pdf

[2] Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19123704,gwalty-na-dzieciach-kto-chroni-lowce-z-sopotu.html#ixzz3qLbA8PKD

[3] http://polska.ihollaback.org/files/2012/09/Molestowanie-w-przestrzeni-publicznej-w-Polsce.-Komunikat-z-bada%C5%84-Hollaback-Polska.pdf

[4] https://www.opendemocracy.net/5050/beatrix-campbell/why-doesn%E2%80%99t-patriarchy-die

[5] https://www.byline.com/project/12/article/141

 

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Recent post

September 12, 2017

July 3, 2017

Please reload

Le

Let's Stay in Touch!

Find Me on Social Media 

© 2017 by Katarzyna Mortoń